Kroniki Akaszy. Kiedy awans już nie cieszy

Kroniki Akaszy. Kiedy awans już nie cieszy. Śmierć „Dobrej Dziewczynki”

Leżysz na kanapie i patrzysz w sufit. Nie dlatego, że nic się nie wydarzyło. Właśnie dlatego, że wydarzyło się wszystko, co miało się wydarzyć. Masz za sobą lata pracy, dowożenia, uczenia się, zaciskania zębów, odbierania telefonów wtedy, kiedy już nie miałaś siły mówić, i odpowiadania na maile wtedy, kiedy ciało prosiło tylko o ciszę. Masz doświadczenie. Masz kompetencje. Masz historię sukcesów, nawet jeśli rzadko pozwalałaś sobie je uznać. Być może masz stanowisko, na które kiedyś patrzyłaś z podziwem. Być może masz wypłatę, która miała dawać poczucie bezpieczeństwa. Być może inni mówią Ci, że powinnaś być wdzięczna, bo przecież „dobrze sobie poradziłaś”. A jednak w środku nie ma triumfu. Nie ma ulgi. Nie ma tej radości, którą obiecywałaś sobie po drodze. Jest ciężar, którego nie umiesz już zagadać kolejnym zadaniem.

To jest jeden z najbardziej samotnych momentów w życiu kobiety, która przez lata była dzielna. Nie wygląda spektakularnie. Często nie ma w nim wielkiej sceny, dramatycznego odejścia z pracy, trzaskania drzwiami ani płomiennej deklaracji, że od dziś wszystko będzie inaczej. Czasem wygląda jak zwykły wieczór po pracy, kiedy nie masz siły zdjąć marynarki albo odpisać na wiadomość. Czasem jak niedzielne popołudnie, w którym brzuch napina się na samą myśl o poniedziałku. Czasem jak poranek, kiedy patrzysz na twarz w lustrze i widzisz kobietę poprawną, funkcjonującą, ogarniętą, ale jakby coraz mniej obecną. Czasem jak płacz bez konkretnego powodu, który przychodzi nie dlatego, że wydarzyło się coś strasznego, ale dlatego, że zbyt długo nie wydarzyło się nic prawdziwego.

Ta książka zaczyna się właśnie tutaj: nie w miejscu, w którym już wiesz, kim jesteś, nie w miejscu, w którym masz gotowy plan na nowe życie, nie w miejscu, w którym intuicja przemawia do Ciebie czystym, spokojnym głosem. Zaczyna się w przestrzeni pomiędzy. Stara wersja Ciebie jeszcze oddycha, ale już nie prowadzi. Nowa wersja jeszcze nie ma imienia, strony internetowej, oferty, zawodu ani pewności. Jesteś między dawnym kontraktem a nową prawdą. Między tym, co umiałaś perfekcyjnie wykonywać, a tym, czego jeszcze nie umiesz nazwać. Między światem, który nagradzał Cię za bycie użyteczną, a duszą, która coraz ciszej, ale coraz wyraźniej pyta: „A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?”.

Przez długi czas mogłaś myśleć, że problemem jest zmęczenie. Za dużo projektów, za mało snu, zbyt trudny szef, za mało wsparcia, zbyt duża odpowiedzialność, kolejna reorganizacja, kolejny deadline, kolejny kwartał, który trzeba przetrwać. Być może obiecywałaś sobie, że po urlopie będzie lepiej, po premii będzie lżej, po awansie poczujesz sens, po zmianie zespołu odzyskasz energię, po zakończeniu tego jednego wielkiego projektu wreszcie wrócisz do siebie. Ale urlop mijał, premia przychodziła i znikała, awans przez chwilę wyglądał dobrze na papierze, a Ty nadal czułaś w środku tę samą cichą niezgodę. Coraz trudniej było ją przykryć. Coraz trudniej było udawać, że wystarczy odpocząć.

Wypalenie nie zawsze przychodzi dlatego, że robiłaś za dużo. Czasem przychodzi dlatego, że przez zbyt długi czas robiłaś zbyt dużo rzeczy, które wymagały od Ciebie odłączenia od własnej prawdy. Można być świetną w czymś, co powoli odbiera życie. Można mieć kompetencje w obszarze, który nie jest już przestrzenią duszy, tylko wyuczoną strategią przetrwania. Można awansować w strukturze, z której dawno się wewnętrznie wyszło. Można dostawać pochwały za tę część siebie, która wcale nie chce już prowadzić. I wtedy pojawia się pęknięcie. Nie zawsze nagłe. Często delikatne, ale nieodwracalne. Coś w Tobie przestaje wierzyć w starą opowieść.

Tą starą opowieścią bardzo często rządziła Dobra Dziewczynka. Ta, która wiedziała, jak zasłużyć. Ta, która była rozsądna, miła, przygotowana, odpowiedzialna, pomocna i przewidująca. Ta, która nie robiła problemów, tylko znajdowała rozwiązania. Ta, która brała na siebie więcej, bo przecież ktoś musiał. Ta, która potrafiła być profesjonalna nawet wtedy, kiedy w środku rozpadała się na kawałki. Ta, która nie chciała nikogo zawieść. Ta, która nauczyła się, że bezpieczeństwo przychodzi wtedy, kiedy inni są zadowoleni. W dzieciństwie mogła być sposobem na miłość. W dorosłości stała się idealną pracownicą. W korporacyjnej kulturze bywała nagradzana, chwalona i awansowana, bo system bardzo lubi kobiety, które nie mają granic, ale nazywają to ambicją.

Śmierć Dobrej Dziewczynki nie jest śmiercią Twojej dobroci. Nie oznacza, że masz stać się zimna, cyniczna, egoistyczna albo obojętna. Oznacza, że umiera w Tobie ta część, która myliła miłość z akceptacją, wartość z produktywnością, bezpieczeństwo z posłuszeństwem, a sukces z dopasowaniem. To może boleć, bo Dobra Dziewczynka naprawdę próbowała Cię chronić. Dzięki niej przetrwałaś wiele sytuacji. Dzięki niej nauczyłaś się działać, obserwować, przewidywać, łagodzić napięcia, rozumieć systemy i spełniać wymagania. Nie trzeba jej nienawidzić. Ale nie można już oddawać jej całego życia.

Być może właśnie dlatego awans już nie cieszy. Bo awans dostała część Ciebie, która coraz mniej przypomina prawdziwą Ciebie. Być może dlatego pochwała brzmi pusto. Bo chwalą Cię za maskę, która zrobiła się za ciasna. Być może dlatego myśl o kolejnym celu nie budzi ekscytacji, tylko zmęczenie. Bo Twoja dusza nie chce już wspinać się po drabinie ustawionej przy cudzej ścianie. To nie znaczy, że masz wszystko rzucić, zniknąć, spalić mosty i natychmiast wymyślić siebie od nowa. To znaczy, że warto zatrzymać się wystarczająco głęboko, by usłyszeć, co naprawdę się kończy.

Kroniki Akaszy w tej książce nie będą występować jako magiczna wyszukiwarka nowych zawodów. Nie wejdziesz do nich po to, żeby otrzymać prostą instrukcję: zostań projektantką, terapeutką, pisarką, konsultantką, właścicielką marki, nauczycielką jogi albo ekspertką od komunikacji. Dusza rzadko mówi językiem ogłoszeń rekrutacyjnych. Nie operuje stanowiskami, widełkami płacowymi i nazwami branż. Mówi przez jakość, obraz, impuls, napięcie, powracające pragnienie, zdanie, które nie daje spokoju, i dar, który od lat działa przez Ciebie, nawet jeśli nigdy nie nazwałaś go darem. Kroniki nie muszą powiedzieć Ci, jaki tytuł masz wpisać pod nazwiskiem. Mogą pokazać Ci, jaką energię przyszłaś wcielać i wokół jakiej prawdy może powstać nowe życie.

Dlatego ta książka nie zaczyna się od pytania: „Co powinnam teraz robić?”. To pytanie jest często zbyt ciężkie dla kobiety po wypaleniu. Naciska na umysł, który i tak jest przeciążony. Budzi presję, by natychmiast znaleźć odpowiedź, projekt, niszę, plan, markę, ofertę i gwarancję, że wszystko się uda. Zaczniemy inaczej. Od pytania cichszego, ale głębszego: „Kim jestem, kiedy przestaję udowadniać?”. A potem od kolejnego: „Jaka część mnie była obecna przez całe życie, nawet wtedy, kiedy próbowałam być kimś, kogo zaakceptują inni?”. Dopiero z tego miejsca można pytać o misję. Nie jako o spektakularne przeznaczenie, ale jako o powrót do pierwotnej matrycy duszy.


Książka „Kroniki Akaszy. Twoja Pierwotna Matryca. Jak odnaleźć misję duszy po korporacyjnym wypaleniu”

Kroniki Akaszy. Twoja Pierwotna Matryca. Jak odnaleźć misję duszy po korporacyjnym wypaleniu. Martin Novak